Czym jest powtarzanie podczas nauki?

Różnica między nauką zawodową a wychowawczą polega między innymi na tym, że podczas gdy kształcenie zawodowe, mające do czynienia ze starszą młodzieżą, daje wiedzę, nie troszcząc się o dalsze jej losy, kształcenie wychowawcze stara się o to, aby podana wiedza stała się duchową własnością ucznia. W nauce wychowawczej nauczyciel niejako za wiedzę odpowiada, jej pilnuje i dba o to, aby ona stanowiła jak najtrwalszy nabytek. Zadaniem nauczyciela nie tylko uczyć, ale i nauczyć. Ostatecznie wiedza zależy od przyrodzonych zdolności ucznia, na które nauczyciel wpływać nie może. Poza tym znaczna część odpowiedzialności za skutek nauki spada na nauczyciela. Nawet za wolę ucznia, objawiającą się w pilności i uwadze, do pewnego stopnia odpowiedzialnym jest nauczyciel, a przynajmniej dobrze postąpi, jeżeli złe wyniki będzie sobie przypisywał, zamiast skarżyć się na „żmudzkie głowy“ albo „bezdenną głupotę” swoich uczniów. Nauczyciel nie może ograniczyć się do podania wiedzy i zostawić dalsze jej losy uczniowi, jak się to dzieje w kształceniu zawodowym, ale musi sam osobiście wpływać na utrzymanie jej obecności.

Jedynym środkiem, aby wiedzę podaną utrzymać i zamienić na trwalszy nabytek, jest powtarzanie, a powtarzanie stoi w związku z pamięcią. Przeciętny umysł traci z czasem wiedzę, której się nie powtarza, a ponieważ formalne zdolności umysłu są w znacznej części przywiązane do istniejących w umyśle wyobrażeń, stąd pochodzi, że przez utratę wiedzy czyli zapomnienie może się obniżyć cały umysłowy nastrój człowieka. Nie darmo mówimy w potocznym życiu, że przez pobyt w miejscu odciętym od centrów naukowych człowiek dziczeje albo chłopieje. Przez niepowtarzanie wiedzy, przez zapomnienie, zatracają się nabyte zdolności. Utrzymywanie obecności wiedzy czy to przez umyślne powtarzanie i odświeżanie, czy to przez ciągłą pracę w obrębie naukowych wyobrażeń, zapewnia umysłowi świeżość i chroni go od podupadnięcia.

Czynność powtarzania staje się tym łatwiejsza, jeżeli naukowe wyobrażenia pod korzystnymi warunkami pierwotnie weszły do umysłu. Kto się raz dobrze nauczył na pamięć ustępu z Pana Tadeusza, ten go dłużej będzie pamiętał i temu łatwiej będzie go sobie odświeżyć po dziesięciu latach, niż innemu, który się go za pierwszym razem nauczył pobieżnie. Przez to łatwość powtórzenia zależną jest w ogólności od dobroci nauki. Do wykazania zaś tego, jaką nauka być powinna, aby była dobrą, zmierzały wszystkie nasze poprzednie uwagi. Im więcej nauka rozwija władze umysłowe, im więcej budzi interesu, podniecając pilność i uwagę, im więcej stawia się na umysłowe stanowisko ucznia, a zwłaszcza im więcej pilnuje apercepcji, tym więcej dba o to, aby wyobrażenia, zyskane przez naukę, silnie ryły się w umyśle, a tym samym tym więcej ułatwia odnawianie ich za pomocą powtarzania.

Powtórzenie jest w ogólniejszym znaczeniu albo dosłowną reprodukcją nie tylko treści, ale także formy, czyli memorowaniem, albo też wprawianiem i ćwiczeniem. Pierwsze nazywamy właściwym uczeniem się na pamięć. Ponieważ skutek nauki najłatwiej ocenić można przez niereflektujące memorowanie, dlatego uczenie się na pamięć uchodzi w pospolitym znaczeniu za uczenie się. Stąd pochodzi często niezgoda w zapatrywaniu na naukę między nauczycielem a uczniem, a nawet między rodzicami a nauczycielem. Pewna matka nie mogła pojąć, że jej syn według twierdzenia nauczyciela robi liche postępy w nauce przyrody, skoro przy obiedzie aż cztery rodzaje żab umiał wymienić, i to nie tylko po polsku, ale nawet po łacinie. Uczeń i rodzice nieraz zewnętrzne memorowanie uważają za wiedzę, podczas gdy nauczyciel nie zadowala się słusznie taką bierną wiedzą, ale wymaga wiedzy czynnej, wiedzy twórczej, polegającej na głębszym rozumieniu i przejęciu się. Mieliśmy ucznia, fizycznie bardzo dobrze rozwiniętego: był szeroki w barkach, policzki jego były pełne, różowo zabarwione. Chłopiec ten łagodny, bardzo sympatyczny, miał dziwną pamięć. Pamiętał najdokładniej wszystko, co się tylko w szkole powiedziało i stało. Pamiętał z absolutną pewnością daty i najdrobniejsze wydarzenia w życiu szkolnym. Bez żadnego wysiłku mógł sobie przypomnieć, którego dnia odbyła się tzw. majówka w ubiegłym roku, albo którego dnia było czwarte wypracowanie piśmienne. Zapytany, skąd to wie, odpowiadał zakłopotany, że nie wie, skąd wie. Chłopiec ten zdradzał pomimo tego dość daleko posunięty idiotyzm. Ruchy jego były niezręczne, robił wrażenie, jakby był ciągle zaambarasowany. Idąc ulicą, szedł zawsze ze spuszczoną głową bokiem chodnika, często nawet ściekiem. Na lekcji był w swoim żywiole, póki rozchodziło się o dosłowne reprodukowanie, nawet trudne początki nauki języka greckiego opanował z wielką łatwością, ale na tym kończyła się jego wiedza. Był niezdolny do najmniejszego kombinowania albo samodzielnego zastosowania. Jego wypracowania były stekiem niedorzeczności. W pierwszych latach pobytu w szkole powodziło mu się jeszcze jako tako. Później straciliśmy go z oczu. Dowiedzieliśmy się tylko, że musiał opuścić szkołę pomimo swej fenomenalnej pamięci, bo nie mógł sprostać jej wymaganiom.