Nauka języków cz. 27

Nie warto by bowiem było mozolić się cały szereg lat, aby zrozumieć wyrazy: kontrakcja, konstrukcja, diabetes, ischias, monandria, apagogiczny, bifurkacja, psychologia, propedeutyka i t. p. Trochę dobrej woli, a w krótkim czasie takie wyrażenia można by zastąpić rodzimymi, który to proces w wielu umiejętnościach już z dobrym skutkiem się rozpoczął. Czy recepta lekarska zaczyna się od Recipę, czy od weź, albo czy na końcu recepty pisze się Misce da signa czy zmieszaj i oznacz, jest dla sprawy nauki języków starożytnych rzeczą obojętną. Zanim by się słownictwo każdego języka uwolniło od zależności od słownictwa starożytnych języków, byłoby w świecie nieco bałamuctwa pod tym względem, jakie obecnie nawet często się znachodzi, zwłaszcza u ludzi, którzy starożytnych języków nie znają, ale w drugiej lub trzeciej generacji te trudności by się wyrównały.

Nie można także zatrzymania nauki starożytnych języków tłumaczyć tą korzyścią, że filolog znajduje w niej pierwszy szczebel do dalszych studiów uniwersyteckich, że historykowi potrzebną jest znajomość języka łacińskiego do źródłowego studiowania dawniejszych dokumentów i do poznawania dawniejszych dzieł historycznych pisanych przeważnie po łacinie, że teolog potrzebuje znajomości greki do czytania w oryginale Nowego Testamentu, a łaciny do rozumienia języka kościelnego, że prawnik, wyuczywszy się języka łacińskiego i greckiego, może się zatapiać w czytanie rzymskich źródeł nowoczesnego prawa.