Nauka języków cz. 36

Starożytność przedstawia nam się jako coś zamkniętego, skończonego, doskonałego, na którym możemy studiować przyczyny i skutki. Dla tego powołujemy się na nią tak chętnie. Nowe pojęcia, odkrycia, wynalazki, chrzcimy nazwami starożytnymi, bo uważamy je za najlepsze polecenie nowoczesnych pomysłów. Botanik polski, odkrywszy pod mikroskopem jakiś miniaturowy twór botaniczny, nie spoczął, aż znalazł dla niego nazwę grecką. Ponieważ sam nie umiał nawet czytać po grecku, radził się filologów, aż wymyślił dla swego odkrycia nazwę obelidium. Agencję aptekarską chrzci się nowo ukutym wyrazem greckim pharma. W ten sam sposób powstał syndykat, chociaż Grekom pojęcie syndykatu było zupełnie obce. Nowożytne języki liczą setki i tysiące wyrazów przejętych ze starożytności, lub opierających się o starożytne źródłosłowy, a przejmowanie to nie ustaje na chwilę. Nawet przyrządy do palenia spirytusu nazywają się primusami, fabryka wody sodowej przybiera za hasło sanitas, spółka do zakupywania jaj nazwała się ovum. Słowem na próżno wypieramy się związku ze starożytnością, skoro ona tak silnie złączyła się z naszym jestestwem, że jej od niego odczepić nie możemy nawet w rzeczach podrzędnego znaczenia.

W literaturze cytaty ze starożytnej literatury są na porządku dziennym, tak samo, jak były niezbędną okrasą literatury za czasów humanistycznych. Sentencje, gnomy, lapidarne wyrażenia starożytnych pisarzów przenosimy do naszych literackich elaboratów, uważając je nieraz za pożądane hasła naszych nowoczesnych zapatrywań. Uważa się to za rzecz zupełnie naturalną i uprawnioną, tak że przeciwko tej makaronizacji stylu nie znajdujemy nigdzie słowa protestu. Francuski socjolog Le Bon, wielki przeciwnik kształcenia młodzieży francuskiej na starożytnych językach i literaturach, robi co do tych cytatów o tyle ustępstwo, że godzi się na zatrzymanie łaciny i greki w minimalnej ilości lekcji, aby utrzymać znajomość dosadnych i pięknych wyrażeń łacińskich, oraz dać przynajmniej zrozumienie etymologii wyrazów nowoczesnych pochodzenia greckiego. Zdarza się nawet obecnie, że cytują po łacinie ludzie, którzy tej łaciny nie umieją. Stąd błędy w cytatach, których w szkole wstydziłby się dziesięcioletni chłopiec.

Wszystko to dowodzi, że starożytność nie jest nam tak daleką i obcą, jak się to usiłuje obecnie w społeczeństwo wmówić. Związek naszej wyższej kultury z kulturą starożytną nie powstał sztucznie, na drodze refleksji, ale jest dobrowolny i samorzutny. Najlepszy dowód tego stanowi okoliczność, że pomimo całej wyższości literatury i nauki greckiej nad rzymską, my odczuwamy ściślejszy związek z kulturą rzymską, niż grecką, bo taki był historyczny i chronologiczny rozwój.

Kształcenie na wspólnej kulturze starożytnej jest węzłem łączącym z sobą kulturalne narody. Czemu wykształcony Polak z nad Wisły, przeniesiony przypadkiem do Kapstadtu, nie czuje się obcym wobec wykształconego Anglika? Otóż łączy ich wykształcenie na wspólnym źródle, na starożytnej literaturze. Willmann przyrównywa kulturę naszą do drzewa, którego korzenie tkwią głęboko w starożytności. Póki panowanie nad społeczeństwem nie przejdzie wyłącznie na młodsze drzewo, obok stojące, drzewo kultury nowoczesnej, kształcenie sfer miarodajnych nie obędzie się bez idealizmu złożonego w studium starożytnych języków.

Lecz na czym polega właśnie idealizm tej nauki? Kształcenie na starożytnych językach utrzymuje młodzież przez dłuższy czas zdała od praktycznego celu, li tylko w sferze idei, i to idei szlachetnych i pięknych. Zajmowanie się starożytną literaturą jest dla młodzieży rzeczywistym w czasem, tj. umysłowym używaniem. Młodzież wie, że wszystkie inne przedmioty mają mniej lub więcej przynieść jej w następnym życiu praktyczną korzyść, że jednakże języka łacińskiego i greckiego bezpośrednio potrzebować nie będzie. Motyw nauki tych języków jest szlachetniejszy, niż motyw przyswajania sobie innej wiedzy. Otóż trzymanie młodzieży w czasie, w którym się wyrabia usposobienie i wola, zdała od potrzeb życia, w szlachetnej atmosferze literatury starożytnej, w sferze nauki dla nauki, musi działać uszlachetniająco, musi pobudzać szlachetniejsze chcenie w porównaniu z młodzieżą, upatrującą tylko praktyczny cel w nauce.