Nauka przedstawiająca cz. 1

Przez naukę objaśniającą uczeń uzupełnia i zgłębia wiedzę, którą ma z doświadczenia albo z poprzedzającej nauki, przez naukę przedstawiającą rozszerza wiedzę, czyli zyskuje nową. Ścisłego odgraniczenia między tymi dwoma rodzajami nauki nie można naturalnie przeprowadzić, bo metoda objaśniająca przechodzi często w przedstawiającą, odwrotnie przedstawiająca na objaśniającą się odwołuje. Nauka przedstawiająca odpowiada poważnie drugiemu stopniowi formalnemu. Jej działanie jest następujące: 1) daje wiedzę, 2) z wiedzą daje materialne i formalne wykształcenie, 3) przez wykształcenie stara się w uczniu wyrobić moralną osobistość. Sferą jej działania są przeważnie historią, geografia, nauki przyrodnicze, ale inne przedmioty naukowe w pewnych partiach jej potrzebują np. nauka religii w części historycznej, nauka języków w historii literatury. Podanie czyli przedstawienie wiedzy może być uchwycone w rozmaite formy. Podaje się wiedzę, jeżeli się komuś coś pokazuje, opisuje, opowiada, a pokazywanie może być połączone z opisywaniem i opowiadaniem.

Przy tych wszystkich formach nauki przedstawiającej czynnym jest bezpośrednio nauczyciel. On wyznacza, co ma być przedmiotem nauki, on też ponosi głównie jej koszta. Podczas gdy dawniej nauczyciel w nauce przedstawiającej posługiwał się książką i książce kazał mówić za siebie, obecnie wymaga się od niego bezpośrednio czynnej roli, a więc wykładu. Nauką przedstawiającą można nazwać także samodzielne oglądanie przez uczniów przedmiotów, zbiorów, muzeów, lub czytanie książek, jeżeli się to dzieje z wyboru, z polecenia lub za wpływem nauczyciela. W nauce geografii nauczyciel używa metody przedstawiającej, jeżeli n. p. wymienia, rysuje albo pokazuje na mapie rzeki Europy, ale przedstawiającą będzie jeszcze nauka, jeżeli poleci uczniom otworzyć atlas i odczytać to samo z mapy. Nauka, przy której niema nauczyciela i jego wpływu, jest samokształceniem.

Każda nauka przestawiająca musi się od czegoś rozpocząć. Gdzie szukać punktu zaczepnego, co do tego nie może być żadnej wątpliwości. Każda nauka potrzebuje danych, na których by mogła budować. Nie rozumie nieraz wykładu ten, który się na niego spóźnił i nie słyszał początku, ale ten sam wykład jest zrozumiały dla tego, który go słuchał w całości. Tak nazwany materiał apercepcyjny jest punktem wyjścia dla nowej wiedzy. Wiedza jednakże dotychczasowa może nie będzie się nadawać jako materiał apercepcyjny dla następnej. Trzeba ją więc często dopiero przykroić, przygotować, czyli wypadnie przed metodą przedstawiającą użyć metody objaśniającej.

Najprostszym przygotowaniem jest powtórzenie, które może zarazem służyć do przekonania się, czy uczniowie treść poprzedzającej nauki sobie przyswoili. Stąd w szkołach wyrobiła się następująca technika: lekcja zaczyna się od powtórzenia poprzedzającej, następuje ćwiczenie, wprawianie i utrwalanie tego, co uczniowie już znają, w związku z całym dotąd przerobionym materiałem nauki i w końcu podanie nowej wiedzy. Kto odwrotną drogą postępuje, ten wzbudza podejrzenie, że nigdy nad psychologiczną stroną nauki się nie zastanawiał.

Chociaż w obrębie nowej wiedzy znajdzie się niejedno, co uczniowie już po części wiedzą, albo czego się mogą domyślić, albo coby mogli z pomocą nauczyciela sami znaleźć, to jednakże z form uczenia najstosowniejsze są te, w których czynnym jest nauczyciel, a więc fortua akroamatyczna i delktyczna. Najmniej zastosowania w metodzie przedstawiającej znajdują te formy, w których nauczyciel uczniowi wiedzy wprost nie podaje, lecz przez pytania albo inne zarządzenia ucznia na nią naprowadza. Wprawdzie przy nauce akroamatycznej, jak mówi Her bart, uczeń się niecierpliwi, ale tej małej przykrości oszczędzić mu nauczyciel nie może. Gdzie się rozchodzi o to, aby ucznia wprowadzić w nowe pole wiedzy, zupełnie mu obce, tam nauczyciel nie wiele zyska sposobem heurystycznym, a przynajmniej korzyść samodzielniejszego myślenia ze strony ucznia trzeba nauczycielowi okupić niezmierną stratą czasu. Platon na dowód swego twierdzenia, że w człowieku wszelka wiedza jest przyrodzona, że więc nauka jest tylko przypominaniem tkwiących w nim idei, każe w jednym ze swych dialogów Sokratesowi wydobyć przez heurezę z chłopca, który nie miał wyobrażenia o matematyce, obliczenie kwadratów, ale gdybyśmy w ten sam sposób we wszelkiej nauce chcieli postępować, toby się nauka z miejsca ruszyć nie mogła. W każdym razie niemożliwe jest naprowadzanie w nauce realiów, których wiedza jest po większej części przypadkową. Że np. Zygmunt August umarł bezdzietnie i po nim nastąpiło bezkrólewie, to dla wiedzy historycznej jest przypadkiem. Najzręczniejszy i najgenialniejszy nauczyciel nie wydobędzie z ucznia tego historycznego faktu, bo Zygmunt August równie dobrze mógł zostawić spadkobiercę tronu. W błąd niepotrzebnego naprowadzania na nową wiedzę w nauce przedstawiającej popadają nieraz młodzi nauczyciele, którzy w fałszywym zapale starają się z ucznia wydobyć to, czego żadnym sposobem wydobyć nie można, albo co na taką ciężką i mozolną pracę nie zasługuje. Nie mogąc z ucznia wydobyć żądanej odpowiedzi, używają ośmieszonego sposobu podpowiadania przez zaczynanie wyrazu, o który się rozchodzi, przy czym otrzymują nieraz cudackie uzupełnienie. Po rozmaitych nieudanych próbach i zakusach tacy zwolennicy heurystyki muszą ze wstydem nieraz powiedzieć sami to, co miał powiedzieć uczeń.