Nauka przedstawiająca cz. 3

Większą daleko trudność sprawia nauka opisowa odbywająca się bez podkładki opisywanego przedmiotu, zwłaszcza w nauce geografii. Chodzi o to, aby nauka opisowa zbudowała pomost między obrazem znajdującym się w umyśle nauczyciela a wyobrażeniami młodzieży. Że obraz, który ma w umyśle nauczyciel, nierówno przejdzie na mocy opisu w umysły słuchaczów, tego się można a priori spodziewać. Przecież tyle istnieje opisów Sahary, a każdy, kto ją miał sposobność widzieć, nie wyłączając naszego Sienkiewicza, zwykle zaczyna jej opis od zapewnienia, że ją sobie zupełnie inaczej wyobrażał. Dlatego opisy trzeba wesprzeć przedstawieniem obrazów, fotografii, map, wzorów. Są to środki pośredniczące w nauce przedstawiającej między opisem nauczyciela a umysłami młodzieży. Z tego względu nazywamy je bardzo słusznie środkami naukowymi. Inne znaczenie mają okazy przyrodnicze. Lew żywy w menażerii, albo wypchany, albo przedstawiony na obrazie, jest osobnikiem, na którym uczeń uczy się poznawać cały rodzaj. Takie osobniki nazywamy dlatego przedmiotami poglądowymi. Poznając przedmiot poglądowy, uczeń poznaje zarazem przedmiot przyrody, nauka opisowa potrzebuje tylko dodać dla uzupełnienia opis sposobu jego życia albo opis jego otoczenia w przyrodzie. Ale środek naukowy zostaje środkiem pośredniczącym między przyrodą a obrazem. Otóż trzeba ucznia nauczyć ten środek rozumieć, aby mógł sobie na mocy jego oglądania stworzyć w umyśle w przybliżeniu prawdziwy obraz. Trzeba np. ucznia nauczyć czytać i robić mapę, aby mógł na odwrót mapę rozumieć.

Prócz tego zostaje w nauce przedstawiająco-opisowej bardzo wiele materiału, którego nie można poprzeć żadnym plastycznym przedstawieniem, żadnym środkiem naukowym, gdzie tylko słowa opisującego wywołują w umyśle obraz. Przy geograficznych opisach zachodzi niebezpieczeństwo, że obraz .wytworzony przez naukę przedstawiającą będzie fałszywy, albo niezupełnie prawdziwy, skoro on u uczniów i nauczyciela będzie się wyłącznie opierał na opisie słyszanym albo czytanym. Nauczyciel, który nigdy nie widział kolei żelaznej, da zapewne gorszy obraz kolei swoim uczniom, niż nauczyciel, który kolej opisuje na mocy autopsji. Dziecko, które zna kolej żelazną tylko z opisu, kiedy pierwszy raz zobaczy pociąg kolejowy, prawie zawsze zapewnia, że posuwa się wolniej, niż sobie wyobrażało, to znaczy, że opis kolei wywołał fałszywe wyobrażenie o jej szybkości. Podobnie z opisami geograficznymi. Dajmy na to, że nauczyciel uczy geografii Afryki i wypada mu dać uczniom opis Abisynii. W tym celu bierze sobie do pomocy opis, o który zresztą nie trudno się postarać, ponieważ istnieją obecnie zbiory tzw. charakterystyk geograficznych. Na mocy przeczytanego opisu wytwarza sobie w umyśle obraz. W lekcji geografii reprodukuje nie obraz Abisynii, bo tej nie widział, lecz obraz, który sobie na mocy przeczytanego opisu wytworzył. Czy uczniowie przez naukę zyskają prawdziwy obraz Abisynii, skoro on już przez tyle umysłów przeszedł, o tym można powątpiewać. Ze względu więc na opisy geograficzne są dwie drogi możliwe. Najkorzystniej by było, żeby nauczyciel geografii zrobił podróż naokoło świata i oglądnąwszy wszystko, roztaczał w nauce przed uczniami obrazy tego, co sam widział. Skoro to nie możliwe, aby usunąć przynajmniej jednego pośrednika, niechaj czyta uczniom opisy, o których istnieje pewność, że powstały na mocy autopsji geograficznej i mają za sobą prawdopodobieństwo rzetelności. Dla nauki wychowawczej nie wielką korzyść przedstawiają książki geograficzne zawierające syntezę obcych wrażeń geograficznych.

Najczęściej używanym sposobem nauki przedstawiającej jest opowiadanie. Jest to najprostsza i najsympatyczniejsza forma przekazywania wiedzy. Nauczyciel, który umie naukę prowadzić sposobem opowiadającym, może być pewnym interesu ze strony młodzieży. Niejeden uczeń nie wziąłby do ręki książki przyrodniczej, ale pochłania powieści Juliusza Vernego, które nie są niczym innym jak książkami przyrodniczymi uchwyconymi we formę powieści. Opowiadanie można zastosować w każdej prawie nauce. Skoro się zauważy, że kreślenie sytuacji nie bardzo interesuje, wypada treść zamienić na najprostsze opowiadanie, co przy pewnej pomysłowości da się bez trudu przeprowadzić, a uwagę młodzieży będzie się miało po swojej stronie. Ucząc przed laty języka niemieckiego w jednej z niższych klas gimnazjalnych, zrobiliśmy spostrzeżenie, że wykład o żniwach na podstawie obrazu Helzla nie budzi interesu. Zmieniliśmy więc szybko opis na opowiadanie: chłopiec, przyjechawszy na wakacje na wieś, wychodzi w pole. Opowiadanie przebiegu tej wycieczki było przedmiotem wykładu. Zmienione stanowisko wykładu przyczyniło się do ożywienia nauki i młodzież postępowała za wykładem z wielkim zajęciem. Nauki opowiadającej używa się przeważnie przy historii, ale obejść się bez niej nie może żaden przedmiot. Przerywanie toku nauki opowiadaniem nie jest niepotrzebnym ekskursem, nie jest marnowaniem czasu, lecz rekreacją, świętowaniem dla umysłów, byleby te rekreacje stały w związku z przedmiotem nauki i nie tak często po sobie następowały jak opowieści starego Pana Jowialskiego w komedii Fredry. Natomiast ekskursy dydaktyczne, które nie stoją w związku z treścią nauki, są zdrożnością dydaktyczną. Nie brak między nauczycielami takich rapsodów. Znaliśmy nauczyciela Niemca, który, znudziwszy uczniów swoją nauką, z przyjemnością opowiadał przez ostatni kwadrans lekcji: „einen Schwank aus meiner Studentenzeit”.