Nauka przedstawiająca cz. 4

Jakim powinno być opowiadanie, nie łatwo określić konkretnymi przepisami. W każdym razie korzystną rzeczą jest sobie uprzytomnić, że inne warunki powinno mieć opowiadanie obliczone tylko na zajęcie słuchaczów, a inne opowiadanie w celu kształcenia. Opowiadanie dydaktyczne musi uwzględniać poziom umysłowy młodzieży, ale nie powinno schlebiać upodobaniom młodocianego wieku. Jego zadaniem jest nie tylko sprawiać przyjemność i bawić, ale podnosić, kształcić, uszlachetniać, budzić naukowe zaciekawienie. To też opowiadanie dydaktyczne wymaga od młodzieży pewnego natężenia. Słuchanie opowiadania jest dla ucznia nie tylko przyjemnością, ale także obowiązkową pracą. Trzeba więc opowiadać żywo, jasno, ale poważnie. Ażeby opowiadanie było żywe, nie może się trzymać w ramach bezbarwnych ogólników. Cały urok opowiadania leży w porywających szczegółach. Przypomnijmy sobie opowiadanie Homera albo Mickiewicza: co nas najwięcej zajmuje, to są szczegóły. Opowiadanie, podające tylko gołe fakty, nie ma uroku i staje się nudnym.

Opowiadanie powinno być dalej naturalne i przejrzyste. Opowiadanie wychowawcze nie znosi długich wykładów jak nauka uniwersytecka i musi być ograniczone w czasie. Dla młodszych uczniów powinno trwać najwyżej piętnaście, dla starszych trzydzieści minut. Błędnym są w nauce historii owe długie wykłady, które się nieraz rozciągają na kilka godzin. W ten błąd popadają zwykle nauczyciele próżni, którzy chętnie słuchają siebie samych mówiących. Pamiętać o tym należy, że w nauce wychowawczej niema miejsca dla krasomówczych popisów. Jak patos jest wykluczony w stosunku rodziców do dzieci, tak też obcowanie nauczyciela z uczniami nie znosi wysoko napiętej wymowy. Aby zaś utrzymać przejrzystość, opowiadanie nie powinno być agregatem faktów, ale powinno nawiązywać około jakiejś przewodniej myśli.

Złem jest opowiadanie, które daje tylko niepowiązane fakty, tak że cały interes w nich się gubi, i przeskakuje od wypadku do wypadku. Opowiadanie powinno dzielić tj. tworzyć ustępy, streszczające należące do siebie fakty i zestawiające je jakoby w oddzielne szeregi. Każdy z tych szeregów można w końcu kazać uczniowi streścić w jednym wyrazie, zawrzeć w jednym pojęciu. Uczeń, który w końcu opowiadania zrozumie związek części z główną treścią, dowiedzie, że szczegóły nie przesunęły się luźnie przez jego umysł, lecz utkwiwszy w nim głęboko, zostały odpowiednio zarejestrowane.

Opowiadanie dydaktyczne we formie wykładu przed frontem generacji nie jest rzeczą łatwą i wymaga dłuższego ćwiczenia. Szczególnie u młodych nauczycieli zauważyć można pewien wstręt do tego rodzaju nauki przedstawiającej. Wolą raczej polecić uczniom odczytanie jakiegoś ustępu z książki w domu, albo w najlepszym razie sami odczytują z książki. Tymczasem ten wstręt do wykładu trzeba przezwyciężyć, bo im młodszy wiek uczniów, tym większe wrażenie robi na nich żywe słowo, niż martwa książka. Willmann opowiadanie nauczyciela nazywa kapitałem, który wysokie przynosi odsetki. Mówi on: nauczyciel, który umie opowiadać, zbliża się do rapsoda, ma ten przywilej, że uczniowie nie tylko go słuchają, ale że zawisają na jego ustach, że nie tylko pozyskuje ich zaufanie, ale że mu się zupełnie oddają.

Skoro w nauce przyjdzie czas na opowiadanie, współdziałanie uczniów na pewien czas ustaje. Głos ma wtedy niepodzielnie nauczyciel i niema miejsca dla dialogu. Choćby ten lub ów uczeń okazywał, że zna jeden lub drugi wykładany szczegół, co się łatwo może zdarzyć, zwłaszcza przy tzw. drugorocznych, nie jest to dla nauczyciela słusznym powodem przerwania wykładu i oddania głosu uczniowi. Tak samo nie wypada podać w wykładzie surowego materiału, a powiązanie go kazać uczniom przez heurezę znaleźć. Korzyść, jaka by przez takie postępowanie dla uczniów mogła wyniknąć, jest niewielka. Przeciwnie, przez przerwanie wykładu ginie wrażenie, które wywiera zamknięta w sobie całość.

Samo się przez się rozumie, że każdy wykład musi być poprzednio przez nauczyciela pracowicie obmyślany i przygotowany. Ostatnia chwila jest częstokroć złym doradcą, tym więcej, że mówców z bożej łaski, którym wystarcza rozpocząć opowiadanie, aby porywać słuchaczów, jest bardzo mało. Nie rozchodzi się tu tyle o materialne przygotowanie, bez którego wszelka nauka jest niemożliwą, jak raczej o formalne. Starożytni, którzy nam przekazali gotowe przepisy retoryki, rozróżniali pięć rzeczy, które wypada uwzględnić mówcy: 1. Wyszukanie materiału, 2. uporządkowanie, 3. ujęcie myśli w słowa, 4. nauczenie się na pamięć, 5. sposób wygłoszenia.