Powtarzanie w szkole

Jeżeli skargi na przeciążenie młodzieży nauką są uzasadnione, to powstają one w znacznej części przez to, że nauczyciel nie prowadzi stale powtarzania, ale pozostawia troskę o utrwalenie wiedzy uczniom. Uczniowie ratują się przed generalnymi powtarzaniami, zwłaszcza jeżeli praktyka dydaktyczna robi z nich zarazem egzamin, w niemoralny sposób. Kiedy nauczyciel zapowie powtarzanie, ławy szkolne się opróżniają, jakby epidemia zapanowała w mieście. Zdarza się, że po długich pertraktacjach przychodzi do skutku układ i wyznacza się ostateczny termin powtórzenia. W szkołach galicyjskich nazywa się to zdawaniem albo pytaniem z całości. Dopuszczanie do pytania z całości jest objawem najskrajniejszego materializmu dydaktycznego u nauczyciela. Bo co to właściwie znaczy? Nauczyciel, urządzający zdawanie, właściwie powiada: mniejsza o to, że uczeń przez kilka miesięcy usuwał się z pod formalnego działania przedmiotu naukowego, wystarczy, że pod wpływem materialnego wykucia może reprodukować przerobiony materiał. W ten sposób powstaje dla ucznia strata niepowetowana.

Powtarzania generalne są niepotrzebne, jeżeli każda mniej więcej lekcja zmierza do utrzymania prezencji całej wiedzy. Uczeń powinien dojść do ogarnięcia większego obszaru wiedzy niejako bez przyczynienia się własnego na mocy powtarzania z nauczycielem. Nic tak bardzo nie dyskredytuje sztuki dydaktycznej, jak owe nakazane walne powtarzania, które prócz tego wydają bardzo problematyczne skutki. Jeżeli nauczyciel stale i systematycznie powtarzanie prowadzi, ma tyle sposobności bliższego obcowania z uczniami i poznania ich stanu wiedzy, że odpadają z praktyki dydaktycznej te nieznośne egzaminy, które psują porządek szkolny i sprowadzają kształcenie na manowce. Zdarza się przecież, że jeszcze w ostatniej chwili przed konferencją klasyfikacyjną urządza się egzamin z uczniami. Cóż sądzić o takiej nauce, skoro nauczyciel, który cały rok stykał się bezpośrednio z uczniami, jeszcze w ostatniej chwili jest w niezgodzie z sobą samym i potrzebuje egzaminu, aby sobie wyrobić sąd o wiedzy uczniów? Powtarzając natomiast ciągle, nauczyciel pozostaje ciągle w związku z uczniami i nie potrzebuje egzaminu końcowego, a uczniowie uczą się pracować stale i systematycznie. Urządzając zaś końcowy egzamin, nauczyciel przyznaje się, że w ciągu roku z uczniami nie obcował, że więc nie wie, jaki skutek jego nauka wywarła na umysły.

Ale jakżeż naukę przeprowadzić, aby przy ogromie materiału znaleźć czas na ciągłe powtarzanie i obejść się bez walnego powtórzenia? Do tego potrzeba tylko dobrej woli i sumiennej ekonomii czasu. Otóż nauka powinna się posuwać naprzód małymi jednostkami metodycznymi, których pierwsze podanie i pierwsze powtórzenie zajmuje mało czasu, resztę zużywa się na rekapitulowanie materiału. Wykażmy to na kilku przykładach. Jeżeli każemy się uczniom uczyć na pamięć ballady Mickiewicza w jednostkach tygodniowych i ćwiczymy z nimi zawsze tylko zadane na lekcję wrotki, to naturalnie deklamacja całej ballady, co przecież musi być celem nauki, będzie im sprawiać trudności. Ale jeżeli w pierwszym tygodniu każemy się nauczyć mniej więcej dwóch lub trzech pierwszych wrotek, w drugim tyleż dalszych z powtórzeniem pierwszych czyli sześciu, w trzecim dziewięciu itd., to deklamacja całej ballady będzie tak przygotowaną, że nie będzie wymagała większego nakładu pracy ze strony uczniów. W początkowej nauce języka możemy zasób słownikarski w ten sposób utrwalić, że z lekcji na lekcję uczymy po kilka wyrazów i te powtarzamy codziennie. Kiedy po kilkotygodniowym powtarzaniu zauważymy, że wyrazy silnie tkwią w pamięci, zwłaszcza jeżeli uczniowie tymczasem znaleźli podporę dla spamiętania w zastosowaniu, możemy pewną część wiedzy słownikarskiej z obszaru powtarzania na razie wypuścić i zaczynać powtarzanie nieco dalej. Tak samo postępuje się w nauce gramatyki. Zrazu powtarza się materiał od początku, później, im więcej u uczniów wiedza się mechanizuje, wypuszcza się z zakresu powtarzania pierwsze partie, które najczęściej były powtarzane. W ten sposób osiąga się to, że uczniowie mają ciągłą prezencję wiedzy, że, doszedłszy do koniugacji, nie mylą się w deklinacji, co się nieraz przy cząstkującym, a tym samym decentralizującym postępowaniu zdarza. Takie prowadzenie powtarzania bezpośrednio przez nauczyciela jest zwłaszcza potrzebne w początkach nauki, ponieważ młodzież niewprawna i nierozumiejąca konieczności skupienia wiedzy na samodzielne powtarzanie zdobyć się nie może. To samo postępowanie jest możliwe w lekturze, w nauce historii, geografii, przyrody, matematyki.