Uczenie się na pamięć

Na uczenie się na pamięć zwracano szczególniejszą uwagę w starożytności. Uderza nas, że utwory poetów łacińskich przepełnione są reminiscencjami z wszystkich możliwych poprzedników. Nie mamy tu do czynienia z plagiatem w nowszym rozumieniu, lecz są to cytaty z pamięci, dowodzące, jak wiele w szkołach rzymskich uczono się na pamięć. Tak samo pamięciową była nauka w wiekach średnich. Nauczyciel w szkole tak długo mechanicznie słowa powtarzał i kazał je uczniom powtarzać, aż się im silnie wbiły w pamięć. Uczenie się języka hebrajskiego polegało na ciągłym powtarzaniu, a i dziś jeszcze w Polsce w karczmach żydowskich z tym samym sposobem uczenia można się spotkać. Dzieci żydowskie, kiwając się, powtarzają te same wyrazy hebrajskie. Zasadą dydaktyczną sławnego nauczyciela języka hebrajskiego z dawnych czasów było: czytaj biblię, odczytuj powtórnie biblię, powtarzaj biblię. Bardzo rozpowszechnione było przy powtarzaniu mówienie chórem, które do dzisiejszej techniki dydaktycznej z wolna powraca. Próby zastosowania tego sposobu powtarzania także do deklamacji mniej wypadły korzystnie. Do pamięciowych ćwiczeń używano nawet śpiewu np. w szkołach pijarskich odmieniano po łacinie przez przypadki w tonie recytacyjnym, przechodzącym w śpiew, przy czym nauczyciel wybijał takt np. odmieniano: gallus in stercore saltans, kikeriki cantans (kogut na mierzwie skaczący, kikiriki śpiewający). Przeciwko tak mechanicznemu powtarzaniu wystąpiła pedagogika wieku osiemnastego. Jej hasłem było kształcenie rozumu, wobec czego ustąpić musiało mechaniczne memorowanie.

Dzisiejsza praktyka dydaktyczna znacznie ograniczyła mechaniczne uczenie się na pamięć. W naszych czasach młodzież daleko mniej uczy się na pamięć, niż dawniej. Pochodzi to może po części stąd, że nagły wzrost umiejętności realnych, których nauka polega przeważnie na pamięciowym uczeniu się, uczynił koniecznym ograniczenie memorowania w innych przedmiotach, w których się dawniej tak wiele uczono na pamięć. Z tem wszystkim bez uczenia się na pamięć żadna nauka obejść się nie może. Dosłowne memorowanie trzeba jednakże, jak o tym już poprzednio była mowa, przenieść na czas początkowej nauki, na czas, w którym memorowanie najmniej sprawia trudności. W tym to czasie powinno sobie kształcenie utworzyć niejako fundusz rzeczy pamięciowych, z którego by później mogło czerpać. Funduszu tego nie można jednakże zupełnie zostawać na łasce pamięci, lecz trzeba go przez powtarzanie odnawiać, bo, jak to plastycznie wyraził Jakub Sobieski, co się w nauce zakopało, zachować trzeba. Pamięciowe uczenie się wzorów literackich, albo form gramatycznych, albo twierdzeń matematycznych, albo dat i faktów historycznych, powinno być skończone w wieku, w którym uczeń tego wszystkiego uczy się z łatwością. Nie trzeba bowiem pocieszać i łudzić się tą myślą, że tych rzeczy można się douczyć później. Wiemy z doświadczenia, że każda nauka ma swoją propedeutykę, a każdy przedmiot swój właściwy czas, tak, że niedobór z poprzedniej nauki daje się bardzo trudno później wyrównać. Kto np. w swoim właściwym czasie nie wyuczył się porządnie początków języka greckiego, ten zawsze będzie w niezgodzie z nauką greki. W ten sposób tłumaczy się u wielu ludzi wrogie usposobienie i uprzedzenie dla greki jako przedmiotu wyższego kształcenia.

Przy mechanicznym zapamiętywaniu nie wypada pogardzić małymi mnemotechnicznymi środkami, które ułatwiają reprodukowanie wiedzy. Nauczyciel może uczniowi na mocy doświadczenia w tym względzie wiele pomóc. Wiekowa technika dydaktyczna wyrobiła podpory dla mechanicznej pamięci we wszystkich naukowych przedmiotach. Wierszyki, wyrazy, których początkowe litery stanowią skrócenia dłuższych szeregów, kombinacje cyfr, etymologie, ułatwiają uczniowi odnawianie szeregów, trudnych do zapamiętania. Nauczyciel, obdarzony rymotwórczym talentem, albo pewną pomysłowością, może w niejednym przypadku przyjść w pomoc pamięci uczniów.